Kosztowało blisko 6 milionów. Już działa

2021-09-06 14:16:42, Q4.pl

Dziennie można zbadać tu aż 1000 próbek. Korzysta z najnowocześniejszego wyposażenia i rygorystycznych procedur bezpieczeństwa. W piątek otwarto we Włocławku warte blisko 6 milionów złotych laboratorium weterynaryjne, wyspecjalizowane w diagnostyce Afrykańskiego Pomoru Świń (ASF).

Choć ASF nie jest groźny dla ludzi, to pozostaje wciąż wielkim problemem dla hodowców trzody. W przypadku zakażenia jednego zwierzęcia w stadzie, przy powolnym, trwającym 15 dni okresie inkubacji, wirus rozprzestrzenia się na inne osobniki, przy czym warto zaznaczyć, że jego śmiertelność wśród świń sięga 100%. Nic dziwnego więc, że ASF jest wielkim zagrożeniem dla tej dziedziny produkcji rolnej. Zakażone zwierzęta są zabijane a obszary gdzie wykryto chorobę objęte specjalnymi procedurami bezpieczeństwa. By jednak wykryć zakażenia konieczne są specjalistyczne laboratoria. Jedno z nich działa już we Włocławku.

Jego powstanie zapowiedziano już przed dwoma laty. Dziś już przyjmuje próbki od hodowców trzody z regionu. Całkowity koszt tej inwestycji zamknął się w kwocie 6 milionów złotych, tyle warta była nie tylko adaptacja pomieszczeń, czy wyposażenie w specjalistyczną aparaturę laboratoryjną. Nie mały udział w tej kwocie mają też zabezpieczenia, które mają gwarantować, że wirus ASF nie wydostanie się stąd na zewnątrz. Śluzy powietrzne, utrzymywanie podciśnienia w poszczególnych pomieszczeniach laboratorium i zabezpieczenia przed nieautoryzowanym dostępem – tak wygląda wnętrze tego miejsca, w którym na co dzień pracować będzie 9 specjalistów.

Gdybyśmy mieli (tu- przyp. red.) oczyszczalnię ścieków, mielibyśmy taki standard jak wszystkie weterynaryjne laboratoria referencyjne – dwa: w Puławach i Zduńskiej Woli. To jest tak duż koszt, że na razie od tego odstępujemy. Nie jest to wymagane do tego typu badań – tłumaczy Jerzy Dymek, Kujawsko-pomorski Wojewódzki Lekarz Weterynarii.

Laboratorium powstało głównie z myślą o rolnikach z terenu województwa. Dotąd pobrane w regionie próbki trafiały do laboratoriów w innych częściach kraju, a te często „priorytetowo” traktowały badania zwierząt ze swojej okolicy. W ślad za tym procedury kontrolne wydłużały się nawet do czterech dni, co komplikowało sytuację rolników.

Komentarze (0)


Dodaj swój komentarz